I-ligowy obecnie zespół ORLEN Upstream SRS Przemyśl czas burzy ma już chyba za sobą. Nad budową zespołu i odpowiednim przygotowaniem do rywalizacji czuwać będzie bardzo doświadczony szkoleniowiec. Były trener męskich ekip KU AZS UKW Bydgoszcz, MKS Grudziądz, Warmii Energa Olsztyn (awans do Ligi Centralnej), żeńskiego Ruchu Chorzów (awans do PGNiG Superligi), Młynów Stoisław Koszalin, selekcjoner reprezentacji Polski mężczyzn w piłce ręcznej plażowej.
Jest absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku, gdzie najpierw uzyskał dyplom ukończenia studiów wyższych na kierunku „wychowanie fizyczne” o specjalności „trener piłki ręcznej”, natomiast w 2011 r. otrzymał tytułu magistra. Posiada też certyfikat „Trener piłki ręcznej Master Coach 2018”.
Rozmowa z trenerem ORLEN Upsteam SRS Przemyśl Jarosławem Knopikiem.
Nie zapytam, czy lubi Pan wyzwania, bo to oklepane. Ale prawdą jest, że dla kogoś, kto wywodzi się z Pomorza, ostatnim klubem, który prowadził była superligowa kobieca ekipa Młynów Stoisław Koszalin, wyprawa na drugi koniec Polski to zacna eskapada. Dlaczego Pan się na to zdecydował?
– Bycie trenerem na pełny etat wiąże się także z wyjazdami, zmianą miejsca zamieszkania i tak dalej. Po epizodzie w Chorzowie i Koszalinie z kobietami postanowiłem, że wrócę do pracy z mężczyznami. Wydaje mi się, że do tego jestem predysponowany. Pojawiła się konkretna oferta z Przemyśla. Zarząd klubu przedstawił mi ciekawą wizję i długofalowy projekt, który bardzo mi się spodobał. Nie jest ważne, gdzie się pracuje, a z kim się pracuje[paywall].
Co Pan wiedział, wie o Lidze Centralnej mężczyzn i pierwszej lidze. Śledził Pan te rozgrywki?
– Myślę, że jestem dość dobrze zorientowany w realiach tych klas rozgrywkowych. Mimo prowadzenia zespołów kobiecych. Zresztą wiele czasu spędziłem w Olsztynie, prowadząc męską Warmię Energę, tak w pierwszej lidze, jak i potem, po awansie, w Lidze Centralnej. Nie zaszło aż tyle zmian. Teraz intensywnie się uczę pierwszej ligi. Myślę, że do rozpoczęcia rozgrywek będę już wiedzieć wszystko o wszystkich.
Co Pan wiedział o ORLEN Upsteam SRS Przemyśl?
– Znam historię piłki ręcznej w Przemyślu. Tradycje są wielkie i to dobrze. W 1996 roku byłem na meczu Czuwaju z Wybrzeżem W Gdańsku. Potem z zespołem z Olsztyna przecież rywalizowaliśmy w Turnieju Mistrzów w Końskich. Wygraliśmy wówczas z SRS-em. Oczywiście, że znałem poszczególnych zawodników. Byłem na jednym z meczów Ligi Centralnej w Przemyślu w poprzednim sezonie. Chciałem zobaczyć, jak ten zespół funkcjonuje. Teraz przyszedł ten moment, aby poznać chłopaków jeszcze bardziej.
A wie Pan, że w opinii wielu zestaw personalny z poprzedniego, nieudanego sezonu, bo zakończonego relegacją, absolutnie nie dawał powodów, aby spaść z Ligi Centralnej?
– Dotarła do mnie taka opinia. Powiem tak: naprawdę na papierze wyglądało to dobrze. Nazwiska były, byli zawodnicy, którzy mieli papiery, aby skutecznie rywalizować w Lidze Centralnej. Nie wiem, jak wyglądała sytuacja wewnątrz zespołu. Podobno były jednostki, umiejętności, potencjał, ale nie było zespołu. A to jest klucz do sukcesu.
Czego nauczyło Pana prowadzenie zespołów kobiecych?
– Na pewno cierpliwości. Są spore różnice w podejściu do uprawiania sportu przez kobiety i mężczyzn. Panie mają znacznie więcej obowiązków na głowie, przede wszystkim życiowych, i nie zawsze ta piłka jest na pierwszym miejscu. To trzeba poczuć i zrozumieć. Prowadzenie zespołu kobiecego dostarcza znacznie więcej emocji. I tych pozytywnych, i tych negatywnych. Nie jest to tak chłodne i analityczne jak u panów. Trzeba umieć je wyważyć. Męski handball jest szybszy, zdecydowanie bardziej siłowy, ale założenia są zawsze takie same. Kobiecy jest bardziej wysublimowana. Różnice są w mentalności i szeroko pojętej psychologii.
Jedną z przyczyn takiego a nie innego finału poprzedniego sezonu była rewolucja w składzie, która nie przyniosła pożądanych efektów. Zespół zamiast rosnąć, spadał na łeb, na pysk. Brakowało chemii, zrozumienia. Po spadku doszło w zespole do kolejnej rewolucji. Nie za dużo ich? Dostał Pan młodziutki i niedoświadczony zespół…
– Po pierwszym sezonie przemyskiego zespołu w Lidze Centralnej można było się spodziewać zmiany warty. To było aż czuć od tej ekipy. Formuła się wyczerpała. Widziałem to na własne oczy, prowadząc Warmię Energę. Po kadrowej rewolucji najważniejszy jest początek. To wówczas zyskuje się pewność siebie i ogarnia niedomogi. Teraz też wielu zawodników odeszło, pojawiło się sporo nowych twarzy. Wiadomo, że kiedy przychodzi spadek, rotacja jest spora. Ale sama wizja i cele dają pewien bufor bezpieczeństwa. Nic od razu, nic na siłę. To dla nas wszystkich duże wyzwanie, ale mamy czas.
Jest Pan zadowolony z zastanego składu personalnego? Wydaje się, że spora luka jest w drugiej linii.
– Mam obecnie do dyspozycji 17 zawodników. Trwają jeszcze rozmowy, aby ten ostateczny skład szybko się wykrystalizował. Obecny jest stabilny, daje możliwości. Mieliśmy duży znak zapytania trzy, cztery tygodnie temu, ale obecnie jest znacznie lepiej. A jeśli w najbliższych dniach jeszcze coś się urodzi, trzeba się tylko cieszyć. Wszystko wygląda pozytywnie. Teraz trzeba to wszystko poukładać i sprawić, abyśmy jak najszybciej funkcjonowali jako zespół.
Doskonale Pan zna smak awansów. Awansował Pan z kobiecym Ruchem Chorzów do superligi, awansował Pan z męską Warmią Energą Olsztyn do Ligi Centralnej. W Przemyślu władze klubu pragmatycznie podeszły do tematu. Nie było histerii po spadku, nie ma wyjątkowego ciśnienia na powrót na siłę do Ligi Centralnej. Wydaje się, że to słuszny kurs.
– O tak. Oczywiście byłoby znakomicie, gdyby ten zespół od razu zatrybił. Od razu funkcjonował tak, że powrót po roku do Ligi Centralnej byłby bułką z masłem. Ale tak zazwyczaj nie jest. Dobrze, że jest wytyczony cel. Nie ma ciśnienia, bo to nigdy do niczego dobrego nie prowadzi. Cel jest długofalowy. Wiemy, na jakich zawodników powinniśmy stawiać, wiemy w jakim kierunku iść. Najpierw podbudowa, potem atak. Jeśli będziemy pracować spokojnie, będzie stabilizacja, efekty przyjdą wcześniej. Oczywiście każdy by chciał, my także, wygrywać wszystko i awansować. Jeśli taka sytuacja i możliwość się pojawią, nie odpuścimy, ale jeśli nie, nie będzie rozczarowania. Powiem szczerze, że ciężko jest określić miejsce, w którym się obecnie znajdujemy.
Na ile podpisał Pan kontrakt?
– Podpisałem roczny z opcją przedłużenia. Musimy się poznać i zobaczyć, czy ten nasz wspólny projekt będzie podążał w dobrym kierunku. W umowie jest klauzula, że jeszcze w trakcie sezonu możemy kontrakt przedłużyć.
Na mecze piłki ręcznej w końcówce poprzedniego sezonu przychodziła garstka kibiców. To naturalne, bo kibic nie chce oglądać notorycznych niepowodzeń. Kibic chce wygranych, bo wówczas, niestety, najlepiej jest mu identyfikować się z zespołem. Co tym ludziom możecie obiecać w nadchodzącym sezonie? Czym chcecie zachęcić tych, którzy przestali emocjonować się meczami ORLEN Upstream SRS?
– Na pewno warto wrócić. Na pewno będzie warto nas wspierać i trzymać kciuki. Będziemy chcieli wygrywać każdy kolejny mecz, choć nie możemy obiecać, że tak będzie na pewno. Zrobimy wszystko, aby zadowolić naszych sympatyków. Możemy zapewnić, że oprócz wygranych, będziemy jednym ciałem. Ekipą, która się wspiera, która działa na zasadzie jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Chcemy przede wszystkim grać dla kibiców. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że to jest absolutnie najważniejsze.
Nie sposób nie zapytać o męską reprezentację Polski w piłce ręcznej plażowej, której jest Pan szkoleniowcem. Piłka ręczna i piłka ręczna plażowa to zapewne dwa różne światy…
– To dwie różne dyscypliny. W piłce ręcznej plażowej pracuję już od 15 lat. Najpierw jako zawodnik, potem trener reprezentacji Polski juniorów, a teraz seniorów. Oprócz piłki i dwóch bramek, nic nie jest w niej podobne. Dla mnie to zupełnie inne doświadczenie. I możliwość rozwoju. Pracuję tylko po zakończeniu sezonu halowego, więc ta funkcja w żaden sposób nie koliduje z rozgrywkami na parkiecie. Tymczasem zapraszamy wszystkich kibiców na nasze mecze do hali w Przemyślu. Będzie gaz, będzie walka!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze