Reklama

Olga Solarz od pierwszych dni wojny w Ukrainie jeździ na pierwszą linię frontu: – Mamy prawo być wolnymi ludźmi

26/12/2022 18:06

Rozmowa z Olgą Solarz, doktorem etnologii, współzałożycielką Fundacji Magia Karpat, wolontariuszką.

Trudno się z Panią umówić na rozmowę. Ciągle w ruchu, ciągle zajęta. Ma Pani czas na życie osobiste?

– Czasem się wyłączam. Oglądam wtedy jakiś film, ale ja mam nienormowany czas pracy. Nawet późnym wieczorem jadę odebrać paczkę z InPostu, bo przyszła na przykład karma dla psów. Nie zawsze mam na to siłę i ochotę po całym dniu różnych zajęć, ale karma nie może leżeć na mrozie, więc wsiadam w samochód i jadę. 



fot.za zbiorów własnych
– W małych, przyfrontowych miejscowościach zostali głównie starsi ludzie. Nie mają transportu. Brakuje im żywności.

Reklama

Na zerówce?

– Na zerówce, czyli na linii starcia, w pierwszych okopach przed okopami wroga.



Nie bała się Pani?

– Bałam się. Miejsce, w którym nocuję, znajduje się 15 kilometrów od linii frontu. Od czasu do czasu wyjeżdżam z żołnierzami na ich pozycje. Tam widzę, jak funkcjonują. To są krótkie pobyty. Coś dowożę i wyjeżdżam. Jakieś 15 – 20 minut, kilka razy byłam po kilka godzin i raz mieszkałam trzy dni w okopach, ale oddalonych cztery kilometry od linii starcia. W lecie jeździłam częściej. Ostatnio mniej. Ze względu na to, że ta wojna teraz zrobiła się inna. Są drony z zrzutami. Trudno się ukryć, kiedy połamane są drzewa i nie ma liści. Człowiek jest jak na dłoni, więc jest to teraz dużo bardziej niebezpieczne.

Reklama



Jak Pani dociera na miejsce?

– Zawsze jadę z kimś, kto mnie dowiezie do punktu docelowego.



Czuje się Pani bezpieczna?

– Tak, chociaż wszystko się może zdarzyć. We Lwowie może spaść rakieta, może się wydarzyć wypadek. Miejscowość, do której jeżdżę, trzy razy była ostrzelana. 



Pani najbardziej traumatyczne doświadczenie związane z wojną?

– Którejś nocy obudził mnie potworny wybuch. Za chwilę nastąpił kolejny, i kolejny, i kolejny. To były kierowane rakiety S 300 lub Tornado, nie wiem dokładnie, ale były duże. Zostawiały leje sześciometrowe. Uderzyły bardzo blisko miejsca, gdzie spałam. Posypały się odłamki szkła, pękła ścina. W tym momencie człowiek nie ma gdzie uciekać. Tylko się siedzi i czeka z nadzieją, że akurat rakieta nie spadnie w tym miejscu.

Reklama


fot.za zbiorów własnych

Co Pani wtedy czuła? Nie zadawała sobie Pani pytania, po co tu przyjechałam?

– Nie. W takich momentach człowiek nie myśli o takich rzeczach. Po prostu się bałam. Myślałam, żeby tylko nie spadło tutaj.



Dokumentuje Pani swoje pobyty…

– Zaczęłam filmować życie żołnierzy. Oni się do mnie przyzwyczaili. Jeżdżę do tego samego batalionu. Archiwizuję fragmenty ich życia. Uważam, że to jest cenne. W przyszłości dla nich też będzie cenne. Już się okazało, ważne dla rodzin kilku poległych. Zapisałam rozmowy z chłopakami, uchwyciłam, jak się czymś zajmują. Później rodziny mnie prosiły, aby przekazać im te filmy. Na pamiątkę.

Reklama



Dokumentuje też Pani cierpienie zwierząt.

– Pamiętam, jak jechałam z żołnierzami na zerówkę. Chłopcy otwierali wszystkie chlewy, obory, żeby zwierzęta mogły wyjść. Przejeżdżaliśmy obok pola. Tam pasło się stado krów. Gdy zobaczyły człowieka, zaczęły za nami biec. Od iluś dni nie były dojone. Cierpiały niewyobrażalnie. Byłam ostatnio w takich wsiach widmach, gdzie nie ma mieszkańców, żołnierzy, nikogo. Pozostały psy i koty siedzące na ruinach swojego gospodarstwa i czekające na gospodarza. Zwierzęta szukają człowieka. Nawet żołnierzom wchodziły do okopów.

Reklama



Jak Pani przyjęła śmierć Janusza Szeremety, pochodzącego z Hadli Szklarskich pod Dynowem?

– Było mi bardzo smutno, ponieważ Janusz do Legionu Międzynarodowego trafił dzięki mnie. On bardzo chciał jechać na wojnę. Znałam go wcześniej. Odezwał się do mnie na początku marca, żebym mu pomogła się ubrać. Mundur i tak dalej. Powiedziałam mu: Janusz, ja oczywiście ci pomogę, ale o wiele sensowniej będzie dla ciebie, jak wstąpisz do Legionu Międzynarodowego, ponieważ tam będziesz miał cały pakiet, łącznie z ubezpieczeniem. Będziesz tam oficjalnie. Dałam mu namiary. Odezwał się do mnie na drugi dzień, że wszystko już pozałatwiał. Następnego dnia pojechał.

Później się ze mną kontaktował z Ukrainy. Ja byłam na wschodzie, on na odcinku charkowskim. I rozmawialiśmy przez telefon. Niesamowity człowiek. O bardzo mocnym kręgosłupie moralnym. Ne godził się na niesprawiedliwość. Wierzył, że walczy o wartości fundamentalne. Nie chodziło mu tylko o obronę Ukrainy. Ale właśnie o obronę wartości. Chociażby wolności przed totalitaryzmem. Autorytaryzmem. Rozumiał, że Ukraina staje się w tym momencie zaporą przed tym, co ja nazywam – antycywilizacją. Bo cywilizacja jest czymś dobrym, rozwojowym. Antycywilizacja degraduje człowieka. Sprowadza go do jakiejś masy, która nie jest nikomu potrzebna. My żyjemy w świecie, w którym uczą nas, że człowiek jest najwyższą wartością. Ze swoim światem wewnętrznym, niepowtarzalnym. I że każdego człowieka trzeba traktować indywidualnie. Nie jak marionetkę. Za takie pojmowanie wolności i człowieka zginął Janusz.  

Reklama


fot.za zbiorów własnych

Organizuje Pani charytatywne zbiórki…

– W małych, przyfrontowych miejscowościach zostali głównie starsi ludzie. Nie mają transportu. Brakuje im żywności. Takie osoby są niesamowicie wdzięczne za kaszę, makaron, mąkę, ryż, cukier, sól. Proszek do prania, mydło. I widać tę wdzięczność. Kolejne rzeczy to zaopatrzenie dla medyków, szpitali na froncie i pomoc dla samych żołnierzy. Zawsze dobieram dary pod kątem najpilniejszych potrzeb. Na froncie bardzo są potrzebne samochody. Samochody na froncie żyją krótko. Psują się od złego paliwa, siadają pompy paliwowe, od złych dróg, od zużycia, są ostrzeliwane. Samochody są potrzebne do wożenia żołnierzy na pozycje, zawiezienie im jedzenia. Cała logistyka. Rotują często, aby nie siedzieli w okapach dłużej niż dwie doby i rotacja.

Reklama

Jest Pani etnolożką. Na podstawie swoich wojennych doświadczeń, czego się Pani dowiedziała o sobie i drugim człowieku?

– Mogę znieść więcej niewygód i doceniam to, co mam. A o człowieku? Między innymi zrozumiałam wszystkie polskie bohaterskie zrywy. Ludzi, którzy nie byli stworzeni do walki, do wojny. Nie trzymali wcześniej w ręku karabinu i raptem coś pcha ich do obrony fundamentalnych wartości. Gotowi są za nie poświecić to, co mają najcenniejszego, czyli swoje życie. Nie mamy nic cenniejszego niż życie. Wojna jest absolutnym złem. Jest straszna, degraduje człowieka. Rodzimy się jako wolni ludzie. Mamy prawo być wolnymi, umrzeć wolnymi. Mamy prawo decydować o swoim życiu tak, jak my chcemy. Raptem ktoś nam to całkowicie niszczy. Zabiera nam normalność. Wojna nie jest zabawą, wojna jest złem.

Reklama

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Zbliża się Nowy Rok. Wielu żołnierzy, do których Pani jeździ, przeżyje ten czas w okopach. Czego im Pani życzy? Czego życzy Pani sobie i innym?

– Życzę nam wszystkim pokoju, spokoju i wolności. Żebyśmy mogli normalnie funkcjonować. Bez zagrożenia, że ktoś chce nam zabrać nasz dom, zniszczyć naszą rodzinę. Odebrać wolność. Wolność jest podstawową wartością. A żołnierze? Żołnierze święta przeżyją w okopach. Jak jest wojna, nie ma świąt.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości