Chociaż Szymon ma dopiero 18 lat, jego droga zawodowa trwa już od czterech. Związany najmocniej z kościołem Najświętszego Serca Pana Jezusa w Przemyślu zdecydował się zaistnieć również w mediach społecznościowych. O radościach, ale i wyzwaniach, z jakimi się mierzy, a także o tym, jakie cechy powinien przejawiać kandydat na organistę, rozmawialiśmy pod koniec kwietnia.

fot.zw.
– Czy chciałbym być zapamiętany właśnie jako organista? Możliwe. Każdy z nas w jakiś sposób tego zapamiętania pragnie. Ja jednak, przede wszystkim, chciałbym zostać Szymonem. Takim, jakim jestem, jakiego znają mnie bliscy i znajomi – mówi posługujący w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Przemyślu Szymon.
Decyzja o byciu organistą z pewnością nie należy do najłatwiejszych. To nie tylko dbanie o oprawę muzyczną liturgii, ale też wyjątkowa systematyczność i poświęcenie prywatnego czasu – zwłaszcza w niedziele i święta.
– Tak, decyzja nie była łatwa, ponieważ sama praca organisty do łatwych nie należy. Trzeba poświęcić dużo czasu – nie tylko w niedzielę i święta, ale też w tygodniu. Jednak, jeśli ktoś kocha to, co robi i robi to z pasją, a na dodatek zależy mu na spełnieniu zawodowym, nie ma to dla niego żadnego znaczenia. Zawód organisty to nie tylko ubogacanie mszy, ślubów czy pogrzebów – to styl życia. Tym trzeba żyć, czuć to. To profesja, która wymaga poświęcenia. To po prostu obowiązek.
Co spowodowało, że zdecydowałeś się pójść w tym kierunku i od kiedy ta pasja, ale także swego rodzaju służba trwa?[paywall]
– Moja historia z muzyką kościelną i z organami zaczęła się, gdy miałem 13 lat. Służyłem wtedy jako ministrant do mszy świętej. Od zawsze jednak przywiązywałem uwagę do tego, co robi organista podczas każdej liturgii, zastanawiałem się, jak to wszystko wygląda. To od tego wszystko się zaczęło. Kupiłem pierwszy keyboard i zacząłem grać... po prostu. To nie wzięło się z nut. To się wzięło z serca, z pasji oraz z zamiłowania do muzyki. Po roku dostałem propozycję od pierwszej parafii. To był mój pierwszy kontakt z organami – miałem wówczas tylko 14 lat. Muszę zaznaczyć też, że gdyby nie moja mama, która od początku jako jedyna we mnie wierzyła, to nie wiem, czy w ogóle dziś robiłbym to, co robię. Po 4 latach jestem w tym miejscu, w którym jestem jako – jak myślę – dobry organista. A to dzięki dobroci ojców Karmelitów Bosych, u których mogłem i nadal mogę rozwijać skrzydła.
Wydaje mi się, że muzyka liturgiczna jest dość specyficzną dziedziną i do bycia dobrym organistą nie wystarczy znajomość nut i umiejętność przełożenia je na dźwięki płynące z organów. Z czym musi się liczyć kandydat na organistę?
– Często wydaje się, że muzyka jest jedna i ta sama. Otóż nic bardziej mylnego. Są różne rodzaje i dziedziny muzyki. Ta liturgiczna jest na tyle piękna i niepowtarzalna, że można się nią cały czas zachwycać. Przede wszystkim powinna być dostosowana do otoczenia i miejsca. Żeby zostać organistą, przede wszystkim trzeba posiadać słuch muzyczny, czuć to, co się robi i być wierzącym. To trzy podstawowe rzeczy, które według mnie nieodzownie łączą się z tą funkcją. Kandydat musi też wziąć pod uwagę czas, który będzie musiał poświęcić i liczyć się z krytyką ze strony innych organistów, z którą nie raz w tej branży trzeba się mierzyć. Grunt to się nie poddawać, walczyć o swoje i wierzyć w to, co się robi, bo robimy to nie tylko dla siebie, a przede wszystkim dla Boga. To on jest źródłem pasji.
Jesteś osobą bardzo młodą. Czy za 5, 10 lat dalej chciałbyś być znany jako „Organista Szymon”? A może planujesz pójść w kierunku dyrygentury? W Twoich mediach społecznościowych nie brakuje popisów chóru Flos Carmelis pod Twoją batutą.
– Dyrygentura to nie moja rola, ale zdarza się, że organista musi dyrygować. Nie każdy jednak się w tym odnajdzie – ja również. Do tego potrzebne są odpowiednia wiedza i kompetencje. Przydomek „Organista Szymon” miał być tylko nazwą moich mediów społecznościowych, ale w gronie najbliższych przyjął się, jak imię i nazwisko. Połowa znajomych mówi do mnie – zamiast Szymon – organista. Czy chciałbym być zapamiętany właśnie jako organista? Możliwe. Każdy z nas w jakiś sposób tego zapamiętania pragnie. Ja jednak, przede wszystkim, chciałbym zostać Szymonem. Takim, jakim jestem, jakiego znają mnie bliscy i znajomi.
Czy działalność w nowych mediach: Instagramie i Tiktoku to pewien sposób dotarcia do potencjalnych klientów, czy bardziej chęć dzielenia się swoją twórczością i propagowania muzyki kościelnej?
– Moje media społecznościowe zostały stworzone przede wszystkim do dzielenia się pasją i talentem. Wrzuciłem na YouTube pierwszy film, a po przeczytaniu komentarzy widzów, że chcą więcej i więcej, pomysł zrodził się sam. Jak było z TikTokiem i Instagramem? Te platformy zostały stworzone przede wszystkim w celach rozrywkowych. Znajomi już rok wcześniej namawiali mnie do nagrywania na TikToka, ale początkowo nie chciałem, uważałem to za głupie. W końcu jednak się zgodziłem i tak jakoś wyszło. Pierwszy filmik na TikToku zaskoczył wszystkich dużą oglądalnością. Wtedy i ja poczułem satysfakcję i dotarło do mnie, że robię dobrą robotę. Oczywiście nie obeszłoby się bez moderatora, który nierzadko robi więcej niż ja. To on czuwa nad komentarzami, odpowiada na nie i dba o dobrą jakość filmu.
Gdzie można Cię usłyszeć?
– Przede wszystkim w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Przemyślu podczas każdej mszy świętej oraz w mediach społecznościowych – na YouTube, Instagramie i TikToku pod nazwą: „Organista Szymon”. Serdecznie na nie zapraszam i oczywiście zachęcam do obserwacji.
Dziękuję za rozmowę i życzę samych sukcesów!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze