Reklama

Pisali o innych, teraz napisali o sobie

21/04/2015 09:59

Zapiski 15 autorów związanych z mediami na Podkarpaciu znalazły się w wydanej właśnie książce pt. „Popiół i zamęt. Wspomnienia dziennikarzy”. O kulisach wykonywanego przez lata zawodu opowiadają, m.in. przemyślanie: Jan Miszczak i Zdzisław Szeliga.

„Zawsze pisaliśmy o innych, teraz napisaliśmy o sobie: o własnych sukcesach i porażkach, nadziejach i zwątpieniach. I o tym, co przeżywaliśmy, obserwując jak zmienia się region wraz z upływającym czasem” – czytamy w nocie od wydawcy. „Wielu z naszych kolegów z entuzjazmem włączyło się w nurt powojennej rzeczywistości. Z czasem ten entuzjazm słabł. Nasze poglądy ewoluowały w miarę jak początkowe ideały studziła szara rzeczywistość. (...) Te wspomnienia są ważne, bo są w nich osobiste przeżycia i emocje, oddany jest nastrój i klimat czasów, w których żyliśmy i które długo jeszcze będą przedmiotem badań i analiz publicystów i historyków. Tylko nas już nie będzie ...” – przekonuje wydawca liczącej ponad 350 stron publikacji.

W książce pod redakcją Józefa Abroziewicza, oprócz jego wspomnień znalazły się również zapiski: Adama Sochy, Jerzego Popowa, Jerzego Dyni, Ryszarda Niemca, Tadeusz Z. Drzewickiego, Janusza Klicha, Jana Miszczaka, Wojciech Furmana, Waldemara Bałdy, Ryszarda Zatorskiego, Zdzisława Szeligi, Bogusława Lasoty, Stanisława Rusznicy i Szymona Jakubowskiego.

Reklama

„Było lato roku 1969. Skończyłem właśnie prawo na Uniwersytecie Jagielloński, wróciłem do rodzinnego Przemyśla i leżałem na tapczanie, czytając lokalny tygodnik „Życie Przemyskie”. W oko wpadła mi „ramka” z ogłoszeniem: „Redakcja zatrudni dziennikarza” – tak o swoich medialnych początkach pisze przemyślanin Jan Miszczak, wieloletni dziennikarz dawnego Życia Przemyskiego (obecnie Życia Podkarpackiego), Polskiej Agencji Prasowej oraz dziennika Nowiny. „Kiedy czytamy wywiady z różnymi ludźmi, którzy z reguły mówią, że do swego zawodu trafili przez „czysty przypadek”, zawsze wydaje mi się to swego rodzaju kokieterią. Można to najwyżej uznać za szczęśliwy traf” – przekonuje red. Miszczak, który chociaż był na aplikacji sędziowskiej ostatecznie nigdy nie związał się z Temidą, ale za to doskonale o niej pisał i wciąż to czyni. Jego znakiem rozpoznawczym stały się okraszone humorem, anegdotami felietony „Zza kratek”, które – jak często powtarza – przylgnęły do niego, niczym Kloss do Mikulskiego i ukazują się nieprzerwanie od 45 lat.

Inny, przemyski przedstawiciel mediów, Zdzisław Szeliga, sam siebie określający mianem dziennikarskiego mamuta, przyznaje, że w dzieciństwie nigdy nie marzył, ażeby zostać dziennikarzem.

„W głębokiej podstawówce udał mi się przypadkowo niezły numer” – dowodzi na łamach książki, o której mowa. „Pani nauczycielka zadała pytanie: „Kim chciałbyś zostać”; a jak nie podzieliłem oczekiwań moich kolegów (lotnikiem, milicjantem czy też kominiarzem) tylko odpowiedziałem, że chciałbym zostać rentierem. Akurat ciut wcześniej przypadkowo poznałem znaczenie tego zupełnie w tamtych realiach egzotycznego słowa. Rentier, czyli facet żyjący z kapitału, mogący robić to, na co mu przyjdzie ochota, superfucha. Dla pani nauczycielki było to obecnie określenie i natychmiast mnie obsobaczyła, że „taki mały, a już myśli o rencie”. Oj, jak chciałbym być dzisiaj rentierem” – przekonuje Szeliga, były dziennikarz, m.in. Życia Przemyskiego, Gazety Wyborczej, obecnie inspektor do spraw mediów w Starostwie Powiatowym w Przemyślu.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości