Nie pomagają apele, srogie kary ani przemawianie do rozsądku. Wypalanie traw w naszym regionie nadal jest niechlubną tradycją. Z procederem od lat walczą strażacy, a mimo to wciąż kwitnie. – W samym powiecie przemyskim w ubiegłym roku mieliśmy 196 pożarów traw, a w mieście Przemyśl 217 tego typu zdarzeń – wylicza rzecznik prasowy komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Przemyślu bryg. Grzegorz Latusek.

fot.ze zbiorów własnych
– W związku z wypalaniem traw dochodzi nawet do zdarzeń, kiedy dym, wychodząc na drogi, stwarza tak duże utrudnienia dla kierowców, że kończy się to kolizją czy wypadkiem, bo widoczność jest wówczas mniej więcej taka, jak przy dużej mgle. Warto jest zdawać sobie z tego sprawę – informuje rzecznik prasowy komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Przemyślu bryg. Grzegorz Latusek.
Często też wiatr, który zmienia swój kierunek i jest bardziej porywisty, może sprawić, że płomień nagle się zwiększy i zaczynie zagrażać bezpośrednio osobie, która trawę podpaliła albo znalazła się w sąsiedztwie przypadkowo – wylicza przykłady niekorzystnego oddziaływania procederu wypalania traw na ludzi i środowisko bryg. Grzegorz Latusek.
Strażacy w tym roku też mieli już wyjazdy do tego typu zdarzeń. Jak wynika z danych Komendy Wojewódzkiej PSP w Rzeszowie w marcu podkarpaccy strażacy wyjeżdżali już do 315 pożarów traw. „Ogień pochłonął blisko 73 hektary łąk, pól i[paywall] nieużytków. Jedna osoba została ranna i z oparzeniami trafiła do szpitala” – czytamy w komunikacie z 21.03.
– Przeważnie są to działania celowe, które generują niepotrzebne koszty, bo wymagają eksploatacji sprzętu, zużycia wody i paliwa oraz niepotrzebnie zabierają czas. Jesteśmy zatem zaangażowani do pożaru traw, który został wywołany umyślnie, ale w tym czasie równie dobrze możemy być zadysponowani do zdarzeń bardziej poważnych, gdzie bezpośrednio jest zagrożone życie ludzkie – dodaje, podkreślając jednocześnie, że społeczeństwu wciąż brakuje świadomości w tym zakresie, mimo że strażacy co roku prowadzą szeroko zakrojone akcje edukacyjne. Obejmuje ona m.in. młodych ludzi, zatem jest szansa, że kolejne pokolenia nie będą powielać utartych przyzwyczajeń.
Ryzyko utraty dopłat i dotkliwe kary
Warto przypomnieć, że za nieprzestrzeganie zakazu wypalania traw grozi grzywna, areszt, a w niektórych przypadkach nawet do 10 lat więzienia. Trzeba się też liczyć z dotkliwymi karami finansowymi nakładanymi przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w postaci zmniejszenia, a nawet odebrania należnej wysokości wszystkich rodzajów dopłat bezpośrednich za dany rok. Jak podaje ARiMR, w ubiegłym roku sankcje w wysokości 2 334,48 zł w związku z procederem wypalania traw poniosło 4 rolników. Rok wcześniej kwota sankcji nałożonych wobec 6 rolników wyniosła 23 118,67 zł, przy czym w jednym przypadku odmówiono przyznania całości dopłat. W 2020 roku kary poniosło 14 rolników (kwota nałożonych sankcji – 19 tys. 678,30 zł) i w jednym przypadku odmówiono przyznania całości dopłat. Najbardziej niechlubnym rokiem był 2015, kiedy to aż 71 rolników poniosło konsekwencje wypalania traw. ARiMR ukarała ich wówczas łączną kwotą 73 tys. 690,48 zł i odmówiła wypłaty całości dopłat 4 osobom.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze