Wreszcie odważnie. Wreszcie bez zbędnych kompleksów. Wreszcie z równowagą po obu stronach parkietu. Wreszcie powtarzalnie i bezwzględnie dla własnych i rywala pomyłek. Wreszcie tak, jak chcieli, ale nie wychodziło. Po trzech porażkach z rzędu Przemyskie Niedźwiadki wreszcie poczuły smak zwycięstwa!
To prawda – indywidualne laurki w dyscyplinie zespołowej czasami nie są na miejscu. Trenerzy zawsze powtarzają, że wygrywa zespół i przegrywa zespół. Absolutnie jednak na miejscu jest wymienienie trzech „muszkieterów”, bez których pierwszy triumf w sezonie byłby raczej niemożliwy. To: Max Egner, Szymon Janczak i Maciej Puchalski. Razem mają 63 lata… (średnio – 21 lat). Młodzianie spisali się wybornie!
W poprzednim, szczęśliwym dla obu zespołów, okraszonym awansem, II-ligowym sezonie, Przemyskie Niedźwiadki rozegrały cztery spotkania z AZS AWF Mickiewicz Katowice. Wszystkie przegrały. Rewanż przyszedł w najodpowiedniejszym momencie. W chwili, kiedy ewentualna porażka mogła bardzo źle wpłynąć na morale i pewność siebie zespołu.
Do chwili przejęcia zupełnej kontroli nad wydarzeniami na parkiecie, do momentu, kiedy stało się jasne, że wywiozą z Katowic pierwszy komplet punktów, przemyślanie mieli na koncie ledwie 12 błędów własnych, prawie 70-procentową (!) skuteczność z gry i prawie 80-procentową z linii rzutów wolnych. Ograniczenie pomyłek, połączone z kompatybilnością defensywnej harówki i wreszcie lekkością i mądrością w podejmowaniu decyzji były kluczem. Nie ma co wracać do domowych pojedynków z GKS Tychy i Górnikiem Wałbrzych, ale zaproponowanie rywalom wspomnianych walorów przyniosłoby zapewne dziewiczy triumf na I-ligowych parkietach wcześniej.
Przez pierwszy 5 minut trwało mocowanie na argumenty. Dobre wejście w mecz miał Sebastian Rompa, ale szybko złapał trzy faule i usiadł na ławce. W 6. min było 15:11, ale run 0:8, podczas którego efektownymi pakunkami z góry popisali się Sz. Janczak i M. Egner, pozwolił gościom wyjść na prowadzenie 15:19, którego nie oddali do końca spotkania.
Znakomite było wejście w II ćwiartkę. 0:7 wywarło sporą presję na zespół Łukasza Szczypki. Ślązacy się mylili, ale był to efekt owocnej, zespołowej obrony. W 12. min, po dwóch rzutach wolnych Sz. Janczaka, zrobiło się 18:29. Po kwadransie nic z tego nie ubyło, bo znakomitym alley-oop’em, po asyście Michała Chraboty, popisał się M. Egner (27:37). Końcówka I połowy była jednak niepokojąca. Wydawało się, że wróciły niedawne demony. Katowiczanie szybko zniwelowali straty. Na kilkanaście sekund przed zejściem do szatni przegrywali ledwie 41:42. Wynik (41:44) ustalił Rafał Serwański.
Na szczęście Niedźwiadki potrafiły odpędzić złe nawyki. Pierwsze pięć minut III kwarty było w ich wykonaniu koncertowe. Rzucili wówczas 17 punktów, tracąc ledwie 4. Wszystko było na „tak”. Prym wiodło wspomniane trio. W 25. min, po „trójce” M. Puchalskiego było 45:61, w 28. min, po punktach M. Egnera, który w tym momencie miał już kolejne double-double w kolekcji – 51:67. Wynik po pół godzinie gry ustalił rzutem zza łuku Edi Sinadinović. Było 58:77 i mecz w zasadzie został zamknięty. Dominację Niedźwiadki ugruntowały w pierwszych minutach IV kwarty, kiedy efektownym dunkiem popisał się Sz. Janczak, który – z konieczności – musiał pełnić rolę środkowego. Wyszło mu przednio. Zakończył starcie z podwójną zdobyczą – 18 pkt; 10 zbiórek. W 32. min przemyślanie wygrywali najwyżej – 58:81 i potem mogli spokojnie kontrolować przebieg gry i dowieźć pierwszy triumf w sezonie do finalnej syreny.
Sędziowali: Adrian Szczotka (Lublin), Mateusz Kryśko (Lublin) i Mateusz Foltyn (Kraków). Widzów: 200.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze