Trwają majówki, czyli majowe wieczorne spotkania przy przydrożnych kapliczkach i figurach. Sąsiedzi gromadzą się o zmroku, by wspólnie się modlić i śpiewać pieśni ku czci Najświętszej Maryi Panny. Piękny zwyczaj polskiej wsi od lat kultywują panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Gorliczynie.
W ludowych strojach co tydzień, przez cały maj, spotykają się przy kapliczce, którą wybudowali Józef i Anna Kojderowie jako wotum dziękczynne po urodzeniu czwartego dziecka, a pierwszej córki Anny.
– To był rok 1935, sierpień, tuż po pracach związanych ze żniwami – sięga pamięcią dziś 83-letnia A. Kojder, której teściowie kapliczkę postawili.
Na wspólną prośbę małżeństwa i Kazimierza Stańki posadowiono ją wówczas na pograniczu sąsiedzkich działek. Dziś znajduje się na ziemi wnuczki Kojderów, Jadwigi Gaj.
– W czasie, gdy podjęto się budowy kapliczki, nie było w okolicy miejsca zdatnego, by oddać się pokornej modlitwie. Istniało jedynie miejsce na starej wierzbie, gdzie ludzie przed procesją poświęcenia pól umieszczali obrazy przyniesione z domów – przypomina gorliczanka Agnieszka Dryś.
W kapliczce umieszczono figurę Matki Boskiej. Złożyli się na nią mieszkańcy okolicy. Przywieźli ją z[paywall] Częstochowy, a była to wtedy nie lada wyprawa: część drogi pokonano wozami, resztę pociągiem.
Pod koniec lat 50. znalazł się ktoś, kto na figurze chciał się dorobić. Ukradł ją. Odsprzedał człowiekowi, który podobne miejsce kultu planował wybudować w Nowosielcach.
– Srogo za nią zapłacił, gdyż w tamtych czasach takiej figury nie można było zakupić w każdym sklepie. Gdy się jednak dowiedział, że pochodzi z kradzieży, postanowił ją zwrócić. Kazimierz i Józef pojechali po nią wozem. Wróciła na swoje miejsce w Gorliczynie. Akurat znowu trwały żniwa – przypomina seniorka Anna Kojder.
– Został tam umieszczony w 1965 roku, w czasie, kiedy kardynał Wyszyński zawierzył Polskę Matce Boskiej. Z kolei pod koniec lat 70. kapliczkę odnowił Józef Niemiec, który jeździł po okolicznych wioskach i szukał inspiracji, w jakich barwach ją odrestaurować – opowiada A. Dryś.
Kapliczka kilkakrotnie była niszczona, nawet podpalona. Sprawców nie odnaleziono.

fot.Agnieszka Dryś
Panie z KGW w Gorliczynie przechowują zapisy pieśni swoich dziadków. Na zdjęciu Agnieszka Stępak i jej siostrzenica Lena Kruk, która chętnie uczestniczy w majówkach.
Panie z KGW przechowują zapisy pieśni swoich dziadków, którzy prowadzili majówki.
– Pisane były patykiem nurzanym w atramencie z węgla, aby litery były wyraźniejsze. Mamy też zeszyt z lat 50., w którym spisano pieśni śpiewane przez nasze babcie. Kultywujemy tę tradycję, aby to wszystko nie zamarło i nie zapomnieli o niej nasi najmłodsi. W ostatnich latach na wieczorne modlitwy i śpiewanie pieśni maryjnych przychodzi coraz więcej mieszkańców wsi: osoby starsze i młodsze. Mamy nadzieję, że tradycja rozkwitnie – mówi Agnieszka Stępak.
W Gorliczynie jest też druga kapliczka. Na Brzegach śpiewy mieszkańców rozbrzmiewają codziennie. Słychać je także przy drogach w Gniewczynie, Chałupkach i innych miejscowościach gminy. W samym Przeworsku również.
– Tradycja głosi, że jeśli w bliskim sąsiedztwie jest kilka kapliczek, to majowe nabożeństwo odprawia się przy tej maryjnej. Jest wtedy odświętnie udekorowana w maryjne barwy: biały i niebieski. Zdobią ją wstążki, polne i ogrodowe kwiaty. Zapach modlitwy majówkowej to zapach bzów. Jest wtedy najintensywniejszy – snuje opowieść A. Dryś.
Aleksandra Nowotyńska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze