Po absurdalnym w swoim przebiegu i nie mającym kompletnie nic wspólnego z logiką meczu z EKS Startem Elbląg, Handball JKS Jarosław gościł na własnym parkiecie kolejnego superligowego rywala – Galyczankę Lwów. I także nie sprostał przeciwnikowi.
Mecz z Galyczanką nieco przypominał pojedynek z EKS Startem. Znowu oba rywalizujące ekipy grały falami. Miejscowe prowadziły raz, zaraz na początku, po bramce Sylwii Matuszczyk. Równo było jeszcze przez 5 minut (3:3), potem lwowianki zanotowały serię 0:4 i w 8. min objęły wyraźne prowadzenie 3:7. Ale jak łatwo ją wypracowały, tak łatwo ją straciły. Między 11. a 17. min trafiły raz. Jarosławianki zaś aż 5-krotnie i w 17. min był remis 9:9. Następnie przyszła kolej na Galyczankę. Między 18. a 24. min to one dominowały absolutnie. Zanotowały serię 0:6 i na 5 minut przed zejściem do szatni przejęły inicjatywę. Było 9:15. Ale to nie był jeszcze koniec nielogicznej gry z obu stron. Końcówka I połowy to cztery trafienia z rzędu Handball JKS-u i 13:15 po pół godzinie gry. Wszystko więc było jeszcze możliwe.
W II części jarosławianki starały się dopaść Galyczankę. Grały bardzo ambitnie. Ale to było za mało, aby przechylić szalę na swoją stronę. Najbardziej wyrównany był początek. W 36. min na 16:17 trafiła Wiktoria Kostuch. Rozochociła się także Edyta Byzdra. Ale Handball JKS miał za mało atutów. Na niecałe 10 minut przed finałem lwowianki wygrywały 19:23, pięć minut później było już raczej jasne, że jarosławianki poniosą drugą domową porażkę w ciągu trzech dni. Galyczanka prowadziła 20:25 i wypracowaną przewagę utrzymała.
Sędziowali: Andrzej Kierczak i Tomasz Wrona (obaj z Krakowa). Kary: Handball JKS – 10 min; Galyczanka – 10 min. Widzów: 300.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze