Reklama

Lider poległ w Przemyślu

I-ligowi piłkarze ręczni SRS Czuwaju obiecywali, że mecz z liderem potraktują prestiżowo. Że będą chcieli pokazać, że nie między nimi żadnej różnicy w umiejętnościach i możliwościach, mimo że w tabeli dzieli ich aż 15 punktów. I pokazali! Po bardzo dobrym meczu (28 kwietnia br.) odesłali ich do domu z obawą, że fotel przodownika może im się w ostatniej chwili wymknąć spod kontroli.

Gdybanie jest cokolwiek ryzykownym przedsięwzięciem, ale tym razem śmiało można spróbować. Gdyby przemyślanie w każdym spotkaniu prezentowali taki poziom mobilizacji, koncentracji, agresji, trzymania się taktycznych założeń i harówki w defensywie, jest więcej niż pewne, że w ligowej tabeli byliby w innym miejscu niż są obecnie.

Od pierwszych minut obie ekipy postawiły na bardzo aktywną, agresywną i urozmaiconą defensywę. Inauguracyjną bramkę zdobył reprezentant Białorusi Dzianis Wołyncew, potem dołożył kolejną i natychmiast otrzymał Inauguracyjną bramkę zdobył reprezentant Białorusi Dzianis Wołyncew, potem dołożył kolejną i natychmiast otrzymał „plastra”. To nie wprowadziło żadnej paniki w szeregach akademików, bo znakomicie radził sobie Marcin Stefaniec. Przewagę posiadali ją przez niemal całą I połowę. Był tylko jeden fragment, kiedy pozwolili przemyślanom na więcej. Między 16. a 20. min. Wówczas trzy trafienia z rzędu Tomasza Biernata, Tomasza Kulki i Macieja Kubisztala pozwoliły SRS Czuwajowi objąć prowadzenie 9:7. Na moment. W 23. min znowu trafił Stefaniec (8 bramek w I połowie) i wszystko wróciło do normy. Było 9:10. Z jednobramkowym naddatkiem lider zszedł na antrakt.


Początek II połowy był wymarzony dla miejscowych. Penetrowanie strefy obronnej rywala przyniosło trzy rzuty karne z rzędu. Dwa Tomasz Kulka wykorzystał perfekcyjnie i wyprowadził swój zespół na prowadzenie 15:14. Mogło być wyżej, ale trzeciej „siódemki” skrzydłowy SRS Czuwaju już nie trafił. Równo było do 38. min, kiedy tablica wyświetlił remis 17:17. W miarę upływu czasu goście zaczęli popełniać coraz bardzie prozaiczne błędy, które nie mogły ujść uwadze skoncentrowanych przemyślan. Co istotne roszady dokonane przed rozpoczęciem drugich 30 minut (pojawienie się na parkiecie Huberta Obydzia i Kacpra Króla) dały bardzo wymierne efekty. To właśnie po dynamicznej akcji w 47. min tego drugiego przewaga czuwajowców urosła do niespotykanych do tej pory w tym pojedynku rozmiarów. Było 24:20. 2-, 3-bramkową przewagę gospodarze utrzymywali do 51. min. Od tego momentu podkręcili jeszcze tempo, czego efektem był odskok na 27:23 w 54. min, również po trafieniu K. Króla. Było jasne, że w końcówce rzucą na szalę wszystko, co tego dnia mieli najlepszego. Wystarczyło to jednak do „doścignięcia” podopiecznych Piotra Kroczka na jedną bramkę. W 58. min wynik brzmiał 27:26. Natychmiast odpowiedział Paweł Stołowski. Za chwilę Paweł Sar kapitalnie zatrzymał D. Wołyncewa i goście już wiedzieli, że wyjadą z Przemyśla z goli, acz wcale nieweseli. Ostatnie  trafienie tego ciekawego spektaklu należało do Tomasza Kulki.


SRS Czuwaj Przemyśl – AZS AWF Biała Podlaska 29:26 (13:14)
SRS Czuwaj: Szczepaniec, Kijanka, Sar – Król 4, Puszkarski 1, Biernat 1, Stołowski 3, Kubik 0, Bajwoluk 1, Nowak 3, Kroczek 1, Obydź 1, Kulka 5, Kubisztal 9.
AZS AWF Biała Podlaska: Adamiuk, Chmurski, Kozłowski – Wańkowicz 0, Urbaniak 1, Warmijak 0, Ziółkowski 1, Nowicki 0, Wołyncew 5, Stefaniec 12, Małecki 1, Bekisz 1, Banaś 3, Kandora 2.
Sędziowali: Igor Dębski i Artur Rodacki (obaj z Kielc). Kary: SRS Czuwaj – 14 min; AZS AWF Biała Podlaska – 18 min. Czerwone kartki: Bajwoluk (55. – gradacja kar) i Biernat (59. – faul). Widzów: 200.


MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama