Historie. Anna poznała ich wiele. Przed laty ratując życie, uciekli do Ukrainy. Z Ukrainy dziś uciekają przed wojną. Studiowali, prowadzili biznesy. Muszą zacząć od nowa. Zabiera ich z dworca, wyczerpanych bez reszty, przestraszonych. Pomaga, a potem oni dzwonią, piszą z drogi. Nieustannie dziękują. Wsuwają pieniądze do ręki dzieciom, gdy dorośli nie chcą ich przyjąć. Syryjczycy, Jemeńczycy, Tadżycy. Egipcjanin – właściciel olbrzymiego sklepu z odzieżą, Afrykańczyk z maleńkim chihuahua. Ludzie. Uciekający przed wojną obywatele krajów trzecich.

fot.zbiory własne
Niemal 93 procent uciekających przed wojną to obywatele Ukrainy, reszta – krajów trzecich. Anka (w centrum) poznała studiujących i mieszkających w Ukrainie przedstawicieli wielu państw: Syrii, Egiptu, Jemenu, Tadżykistanu, Somalii, Afganistanu, Pakistanu, Tunezji. Najmłodszy miał zaledwie 3 dni.
Anna Koman po agresji Rosji na Ukrainę chciała pomóc, działać. Kupowała jedzenie, odwiedzała dworzec. Czuła, że to mało. Aż zadzwoniła znajoma z Korczowej. Mówiła, że błaga ludzi o pomoc, ale odmawiają. Anka pojechała.
– Wchodzę na halę i zamieram. Pytam: gdzie te matki z dziećmi? Widzę głównie ciemnoskórych mężczyzn. Obleciał mnie strach. Narosłe przez lata stereotypy kłębiły się w głowie – wyznaje.
– Zrozumiałam, z czym zmaga się znajoma. Ludzie, którzy przyjechali na granicę z całej Polski, nie chcieli brać osób z krajów trzecich. Woleli wrócić do domu pustym autem. Wkurzyłam się. Pomyślałam: weź się w garść, nauczono cię pomagać wszystkim – mówi.
Zabrała do auta pierwszych uchodźców, którzy utknęli w Korczowej bez środków do życia. Była niedziela, wszystko nieczynne. Potrzebowali bankomatu, kart do telefonów, aby uspokoić rodziny i zaplanować dalszą podróż.
– Na początku byłam spięta, ale w mig się okazało, że to taktowni ludzie, o wysokiej kulturze osobistej. Naprawdę drobną przysługą rozwiązałam ich wszystkie problemy. Mogli ruszyć w drogę do domu – opowiada.
Uchodźcy: lekarz medycyny estetycznej od 10 lat mieszkający w Ukrainie i trzej studenci, którzy uciekli przed bombami z Charkowa. Muzułmanie z Somalii, Afganistanu, Pakistanu i Tunezji.
Student ostatniego roku medycyny w maju ma egzamin końcowy. Odbędzie się podczas wojny?
Kolejnych uchodźców z krajów trzecich spotkała na dworcu w Przemyślu. Studentów z Jemenu.
– Młodzi chłopcy w strasznym stanie. Wyczerpani tak bardzo, że nie mogli zrobić kroku. Ze Lwowa przyszli na piechotę. Po przekroczeniu granicy w Medyce sądzili, że ktoś pomoże, weźmie do auta, ale się pomylili. Szli pieszo aż do Przemyśla. Dzieciaki, 19-latkowie, nie mieli siły wejść do samochodu, ale pomagali sobie wzajemnie, a ja płakałam. Błagali o łóżko, byli wycieńczeni – opowiada Anna.
Dwóch z nich zawiozła do mieszkania córki, trzema zaopiekowała się obca dziewczyna. Przejęta podeszła z mamą i zaoferowały nocleg.
– Byłam wstrząśnięta. Zaczęłam pomagać hurtowo – dodaje.
7-osobowa rodzina z Syrii: małżeństwo z dwójką dzieci, babcia i wujostwo. Ze Lwowa również dotarli pieszo.
– Ibrahim najpierw przed Putinem uciekł z Syrii, a teraz z Ukrainy też ucieka przed Putinem. W Kijowie prowadzili z żoną restaurację, z dumą pokazywał zdjęcia: szczęśliwy człowiek, który odnalazł miejsce na ziemi. Aż wybuchła kolejna wojna. Zanim uciekli, spakowali całe jedzenie z restauracji i oddali je ludziom – opowiada Anka.
I oni zamieszkali w domu jej córki. Siedmioro Syryjczyków, Ewa z mężem i czwórką dzieci. W 3 pokojach.
– Nikt nikomu nie wadził, pełna symbioza. Muzułmanie, których poznałam, to rodziny z zasadami, których członkowie się szanują. Są pełni spokoju, łagodności, żyją w harmonii. Dużo o tym myślałam i poczułam się oszukana. Przez lata przedstawiano mi ich jako zagrożenie, a poznaję wspaniałych ludzi – przyznaje.
Ibrahim wyjechał z rodziną do Niemiec. Przyjęto ich w prywatnym mieszkaniu. Szukają pracy.
Pod opieką Anny była rodzina z Tadżykistanu. Ortodoksyjni muzułmanie. Bogdana uciekła z Sum, gdzie uczyła języka angielskiego. Jej brat Abdullah z żoną Mawzuną sporo podróżowali. Mieszkali w Rosji, Turcji, osiedli w Ukrainie. Uciekli z Kijowa. Ich syn Usoma urodził się w drodze – we Lwowie. Miał 3 dni, gdy przybył do Przemyśla.
– Jechali z maleństwem bez matki dziecka, bo matkę przewieziono do przemyskiego szpitala. Gdy ich spotkałam, noworodek płakał z głodu. Jednak Przemyśl przywitał go ciepło. Z punku z darami wyszliśmy objuczeni: bieluśki kocyk, nowa odzież, góra pampersów, puchy mleka. Ktoś przywiózł wózek, ktoś łóżeczko turystyczne. Nosidełko podarowali wolontariusze, którzy zauważyli, że wodzę za nim wzrokiem. Płakałam ze wzruszenia – opowiada Anna.
Przytulne mieszkanko udostępnił rodzinie anonimowy człowiek. W smsie były adres i instrukcja, gdzie odebrać klucze. Niedawno wyjechali do Niemiec.
– Chciałam zaapelować do ludzi dobrej woli: w tym strasznym, ciężkim czasie pomagajcie wszystkim, którzy tego potrzebują. Bez względu na obywatelstwo – mówi A. Koman.
„Nie jesteśmy w stanie podziękować za wszystko, co nam dałaś. Słowa to za mało, brakuje ich, by wyrazić wdzięczność. Wszyscy życzymy Wam szczęśliwych dni i tego, aby kraj pozostał bezpieczny i zdrowy. Z doświadczenia wojny nauczyliśmy się, że ten, kto ma rodzinę i dom, cieszy się stabilizacją i bezpieczeństwem, posiada najcenniejszy skarb w tym życiu” – dziękowali podwójni uchodźcy z Syrii i Ukrainy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze