Reklama

Ze Lwowa do Przemyśla przyszli pieszo... Uchodźcy ze 150 krajów świata. Kim są?

24/03/2022 18:42

Historie. Anna poznała ich wiele. Przed laty ratując życie, uciekli do Ukrainy. Z Ukrainy dziś uciekają przed wojną. Studiowali, prowadzili biznesy. Muszą zacząć od nowa. Zabiera ich z dworca, wyczerpanych bez reszty, przestraszonych. Pomaga, a potem oni dzwonią, piszą z drogi. Nieustannie dziękują. Wsuwają pieniądze do ręki dzieciom, gdy dorośli nie chcą ich przyjąć. Syryjczycy, Jemeńczycy, Tadżycy. Egipcjanin – właściciel olbrzymiego sklepu z odzieżą, Afrykańczyk z maleńkim chihuahua. Ludzie. Uciekający przed wojną obywatele krajów trzecich.


fot.zbiory własne
Niemal 93 procent uciekających przed wojną to obywatele Ukrainy, reszta – krajów trzecich. Anka (w centrum) poznała studiujących i mieszkających w Ukrainie przedstawicieli wielu państw: Syrii, Egiptu, Jemenu, Tadżykistanu, Somalii, Afganistanu, Pakistanu, Tunezji. Najmłodszy miał zaledwie 3 dni.

Anna Koman po agresji Rosji na Ukrainę chciała pomóc, działać. Kupowała jedzenie, odwiedzała dworzec. Czuła, że to mało. Aż zadzwoniła znajoma z Korczowej. Mówiła, że błaga ludzi o pomoc, ale odmawiają. Anka pojechała.

– Wchodzę na halę i zamieram. Pytam: gdzie te matki z dziećmi? Widzę głównie ciemnoskórych mężczyzn. Obleciał mnie strach. Narosłe przez lata stereotypy kłębiły się w głowie – wyznaje.

Reklama

– Zrozumiałam, z czym zmaga się znajoma. Ludzie, którzy przyjechali na granicę z całej Polski, nie chcieli brać osób z krajów trzecich. Woleli wrócić do domu pustym autem. Wkurzyłam się. Pomyślałam: weź się w garść, nauczono cię pomagać wszystkim – mówi.

Topnienie barier

Zabrała do auta pierwszych uchodźców, którzy utknęli w Korczowej bez środków do życia. Była niedziela, wszystko nieczynne. Potrzebowali bankomatu, kart do telefonów, aby uspokoić rodziny i zaplanować dalszą podróż.

– Na początku byłam spięta, ale w mig się okazało, że to taktowni ludzie, o wysokiej kulturze osobistej. Naprawdę drobną przysługą rozwiązałam ich wszystkie problemy. Mogli ruszyć w drogę do domu – opowiada.

Reklama

Uchodźcy: lekarz medycyny estetycznej od 10 lat mieszkający w Ukrainie i trzej studenci, którzy uciekli przed bombami z Charkowa. Muzułmanie z Somalii, Afganistanu, Pakistanu i Tunezji.

Student ostatniego roku medycyny w maju ma egzamin końcowy. Odbędzie się podczas wojny?



Pieszo ze Lwowa

Kolejnych uchodźców z krajów trzecich spotkała na dworcu w Przemyślu. Studentów z Jemenu.

– Młodzi chłopcy w strasznym stanie. Wyczerpani tak bardzo, że nie mogli zrobić kroku. Ze Lwowa przyszli na piechotę. Po przekroczeniu granicy w Medyce sądzili, że ktoś pomoże, weźmie do auta, ale się pomylili. Szli pieszo aż do Przemyśla. Dzieciaki, 19-latkowie, nie mieli siły wejść do samochodu, ale pomagali sobie wzajemnie, a ja płakałam. Błagali o łóżko, byli wycieńczeni – opowiada Anna.

Reklama

Dwóch z nich zawiozła do mieszkania córki, trzema zaopiekowała się obca dziewczyna. Przejęta podeszła z mamą i zaoferowały nocleg.

– Byłam wstrząśnięta. Zaczęłam pomagać hurtowo – dodaje.

Zżyli się

7-osobowa rodzina z Syrii: małżeństwo z dwójką dzieci, babcia i wujostwo. Ze Lwowa również dotarli pieszo.

– Ibrahim najpierw przed Putinem uciekł z Syrii, a teraz z Ukrainy też ucieka przed Putinem. W Kijowie prowadzili z żoną restaurację, z dumą pokazywał zdjęcia: szczęśliwy człowiek, który odnalazł miejsce na ziemi. Aż wybuchła kolejna wojna. Zanim uciekli, spakowali całe jedzenie z restauracji i oddali je ludziom – opowiada Anka.

Reklama

I oni zamieszkali w domu jej córki. Siedmioro Syryjczyków, Ewa z mężem i czwórką dzieci. W 3 pokojach.

– Nikt nikomu nie wadził, pełna symbioza. Muzułmanie, których poznałam, to rodziny z zasadami, których członkowie się szanują. Są pełni spokoju, łagodności, żyją w harmonii. Dużo o tym myślałam i poczułam się oszukana. Przez lata przedstawiano mi ich jako zagrożenie, a poznaję wspaniałych ludzi – przyznaje.

Ibrahim wyjechał z rodziną do Niemiec. Przyjęto ich w prywatnym mieszkaniu. Szukają pracy.

Reklama

Usoma urodzony w drodze

Pod opieką Anny była rodzina z Tadżykistanu. Ortodoksyjni muzułmanie. Bogdana uciekła z Sum, gdzie uczyła języka angielskiego. Jej brat Abdullah z żoną Mawzuną sporo podróżowali. Mieszkali w Rosji, Turcji, osiedli w Ukrainie. Uciekli z Kijowa. Ich syn Usoma urodził się w drodze – we Lwowie. Miał 3 dni, gdy przybył do Przemyśla.

– Jechali z maleństwem bez matki dziecka, bo matkę przewieziono do przemyskiego szpitala. Gdy ich spotkałam, noworodek płakał z głodu. Jednak Przemyśl przywitał go ciepło. Z punku z darami wyszliśmy objuczeni: bieluśki kocyk, nowa odzież, góra pampersów, puchy mleka. Ktoś przywiózł wózek, ktoś łóżeczko turystyczne. Nosidełko podarowali wolontariusze, którzy zauważyli, że wodzę za nim wzrokiem. Płakałam ze wzruszenia – opowiada Anna.

Reklama

Przytulne mieszkanko udostępnił rodzinie anonimowy człowiek. W smsie były adres i instrukcja, gdzie odebrać klucze. Niedawno wyjechali do Niemiec.

Nic ponad więzi

– Chciałam zaapelować do ludzi dobrej woli: w tym strasznym, ciężkim czasie pomagajcie wszystkim, którzy tego potrzebują. Bez względu na obywatelstwo – mówi A. Koman.

„Nie jesteśmy w stanie podziękować za wszystko, co nam dałaś. Słowa to za mało, brakuje ich, by wyrazić wdzięczność. Wszyscy życzymy Wam szczęśliwych dni i tego, aby kraj pozostał bezpieczny i zdrowy. Z doświadczenia wojny nauczyliśmy się, że ten, kto ma rodzinę i dom, cieszy się stabilizacją i bezpieczeństwem, posiada najcenniejszy skarb w tym życiu” – dziękowali podwójni uchodźcy z Syrii i Ukrainy.  




Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości