Reklama

Marzenia się spełnia. Przemyślanka Iga Kaliwoszka w gronie rowerowych zdobywców Śnieżki [ZDJĘCIA]

Na liście startowej tegorocznej rywalizacji pod hasłem „Rowerem na Śnieżkę” było w sumie 26 kobiet. W tym gronie znalazła się także zapalona miłośniczka dwóch kółek przemyślanka Iga Kaliwoszka. Wyjazd na Śnieżkę zajął jej 1 godzinę i 47 minut. Z laureatką 3. miejsca w kategorii open KII rozmawiamy o tym, dlaczego warto wylewać litry potu, by spełnić wielkie sportowe marzenie oraz czy pasja rowerowa to styl życia, czy może już stan umysłu.

Dokonała Pani rzeczy niebywałej. Ile czasu trzeba trenować i ile się przygotowywać, żeby wjechać rowerem na najwyższy szczyt królowej Karkonoszy? 

– Zawsze będę powtarzać, że w sporcie najważniejsza jest cierpliwość i systematyczność. Na rowerze jeżdżę od 2017 roku, ale tak naprawdę ostatni sezon był bardzo dobrze zorganizowany i bardzo regularny. Ubiegła zima była przeze mnie dobrze przepracowana. Tego lata skupiłam się na podtrzymaniu formy. Odbyłam kilka startów w sezonie. Także dołożenie ćwiczeń oraz bieżni podczas treningów na siłowni było kluczowe. Wsparcie najbliższych wzmocniło głowę i wszystko złożyło się w piękne spełnienie sportowego marzenia.

Reklama

Ile czasu zajęło Pani wjechanie na szczyt Śnieżki i które miejsce zajęła Pani w swojej kategorii i ogólnej klasyfikacji? [paywall]

– Wyjazd na Śnieżkę zajął mi 1 godzinę i 47 minut. Zajęłam trzecie miejsce w swojej kategorii wiekowej. Ogólnie byłam 183. na 272 osoby. Startowało tylko 26 kobiet. Pojawienie się na podium było wspaniałym przeżyciem. Jednak podkreślę, że moim celem było samo wyjechanie, bez zatrzymywania się. To był dla mnie najważniejszy podjazd roku.

Co się czuje, będąc już na samym szczycie, czyli u celu? Była Pani pewna, że da radę?

Reklama

– Wielkie zadowolenie. Rzadko bywam z siebie dumna, ale wtedy byłam niesamowicie. Wiedziałam, że będzie ciężko, ale w końcu trenowałam po to, aby zdobyć to, co założyłam sobie w tym roku. Stres szybko odpuścił, kryzys mnie nie dopadł, doping na szlaku dodawał powera. Widoki na ostatnich kilometrach były przepiękne. Podczas wspinaczki odgoniłam od siebie obawy. Co było największą? Nagła awaria sprzętu, czego nikt nie jest w stanie przewidzieć.

Jechała Pani w barwach Przemyskiej Grupy Rowerowej. Jest Pani z nimi od początku? Jako rowerowa społeczność zawsze możecie na siebie liczyć? 

Reklama

– Zawsze mogę liczyć na wsparcie Przemyskiej Grupy Rowerowej i mój sentyment do tych ludzi zawsze będzie wielki. Z nimi zaczynałam przygodę na rowerze, do dziś przyjeżdżam na poszczególne zbiórki i spędzam z nimi aktywnie czas. Organizują wiele rowerowych inicjatyw w mieście, zachęcają młodzież do aktywnych wakacji. Wspólnie cieszyliśmy się moim sukcesem. Super team.

Na co dzień wykonuje Pani pracę niezwiązaną ze sportem. Skąd się wzięła ta rowerowa pasja?

– Rowerową pasję zaszczepił we mnie mój tata. Początki nie były łatwe, ale on zawsze cierpliwie czekał, zachęcał, dawał wskazówki i powtarzał, że jestem młoda, i z racji tego, z sezonu na sezon będę coraz lepsza, aż w końcu zacznę go mijać na podjazdach. Tak się w końcu stało, wymijam tatę z szerokim uśmiechem.

Reklama

Ile kilometrów przemierza Pani tygodniowo, a ile jest w stanie przejechać jednorazowo? 

– Jeśli chodzi o treningi, każdy tydzień jest inny, obowiązki w życiu codziennym czasem stają na drodze, ale staram się nie wypadać z rowerowego rytmu. Jednorazowo przejechałam na szosie 185 kilometrów w równym tempie. Fajny wynik, ale zdecydowanie bardziej cieszą mnie wypady w teren rowerem górskim.

Przemierzanie przestrzeni na 2 kółkach daje poczucie wolności? A może czegoś innego? Co daje Pani w życiu ten rodzaj aktywności? To styl życia czy może już stan umysłu?

Reklama

– Ja po prostu dobrze się bawię na rowerze. Cieszę się z każdego postępu, jaki zrobię. Rower pomaga oderwać się od szarej rzeczywistości, pomaga poprawić humor. Zwłaszcza gdy przebywa się podczas przejazdu z pozytywnymi ludźmi. Mam to szczęście, że z takimi jeżdżę.

Kiedy przebije Pani dętkę na trasie, dzwoni Pani do.... 

– Dobre pytanie! W sytuacji uszkodzenia i defektu zadzwoniłabym po tatę bądź po chłopaków, z którymi wspólnie trenuję. Rzadko wybieram się sama na rower, więc telefon przydaje nam się tylko do robienia zdjęć, którymi się później wspólnie cieszymy i wymieniamy.

Reklama

Czy ma Pani w zanadrzu jakiś kolejny cel, po Śnieżce, jeśli chodzi o rowerową rywalizację? 

– Na razie o tym nie myślałam, ale mając cel, lepiej się ćwiczy, motywacja do trenowania jest dużo większa. Cel napędza do działania. Zdecydowanie.

Trzy najważniejsze rady dla początkującego cyklisty to... Mam na myśli osobę, która rozpoczyna swoją przygodę z rowerem.

– Zakup kasku, dołączenie do Przemyskiej Grupy Rowerowej, niezrażanie się, kiedy nie wychodzi. Głowa do góry! Na koniec chciałam podziękować wszystkim, którzy tak miło odebrali mój wyjazd na Śnieżkę. Odzew i gratulacje pojawiły się w każdej formie. Wielkie podziękowania należą się Maciejowi, który ze mną trenował i wspierał w dążeniu do coraz lepszej kondycji oraz Markowi za udzielone wskazówki w Max Gym Fitness Club.


ug
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama