Reklama

Woda nie wybacza

Lato w pełni, sezon kąpielowy też. Wypoczynek nad wodą wymusza jednak na nas przestrzeganie ściśle określanych zasad. O tym, co daje nam złudne poczucie bezpieczeństwa i dlaczego tak często przeceniamy swoje umiejętności pływackie rozmawiamy z ratownikami wodnymi z Plaży Ostrów Maciejem Karwowskim i Przemysławem Sieńko.

 Mamy niemal najgorsze statystyki dotyczące utonięć w całej Unii. To pokazuje, że z umiejętnością pływania nie jest u nas najlepiej. Z czego to wynika?

 P. Sieńko: – Brakuje powszechnej obowiązkowej nauki pływania w szkole, ujętej w programie nauczania. Przykładowo w Niemczech w szkole podstawowej uczeń ma obowiązek nauczyć się pływać. Kończąc ją, jest więc wyposażony w elementarne umiejętności pływackie. A te są podstawą, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo nad wodą. U nas nie jest to ujęte systemowo, więc wiele w tej kwestii zależy od świadomości rodziców i tego, czy zadbają o to, by dziecko umiało pływać.

Reklama

 Może musimy, jako społeczeństwo, zmienić nasze podejście do wody, bo chyba mamy z tym problem. Niejednokrotnie słyszy się od ratowników, że przeceniamy własne umiejętności...

M. Karwowski: – To na pewno, a osobną sprawą jest to, że bardzo często gubią nas brawura i brak wyobraźni.

 P. Sieńko: – Znowu posłużę się przykładem zza naszej zachodniej granicy. Porównując nasze plaże do tych w Niemczech, można zauważyć, że u nas najczęściej mamy w wodzie tłumy kąpiących się, z kolei tam prawie nikogo. Niemcy wybierają dużo mniej ryzykowne kąpiele w basenach, które, nie ukrywajmy, są tam oczywiście dużo bardziej dostępne. Wolą nie kusić losu, otwarte akweny służą im raczej do relaksu niż pływania.

Reklama

Do utonięć najczęściej dochodzi na plażach niestrzeżonych, stad wielu z nas ma przekonanie, że na tych strzeżonych w razie czego zawsze może liczyć na pomoc ratownika. Słuszne?

P. Sieńko: – Pewności, że akcja ratownicza się powiedzie, nie ma nigdy. Procedura w tym przypadku jest jasna. Ratownik ma zrobić wszystko, co możliwe, ale bez narażania własnego życia. Może zabrzmi to bezlitośnie, ale warto o tym pamiętać.

M. Karwowski: – Prawo pod kątem ochrony życia i ratowników zmieniło się u nas stosunkowo niedawno, statystyki pokazały zwyczajnie, że za dużo ratowników ponosiło śmierć w akcjach ratunkowych.

Reklama

Najczęstsze grzechy nas, Polaków, podczas wypoczynku nad wodą...

M. Karwowski: – Bardzo częstym zaniedbaniem[paywall] rodziców jest niestety zapominanie o tym, że nie powinni spuszczać z oczu swoich dzieci i mieć baczenie na to, co robią. Czasem wystarczy chwila roztargnienia i nieszczęście gotowe. To, że plaża jest strzeżona, nie zwalnia nas z obowiązku dbania o bezpieczeństwo swoich podopiecznych.

 P. Sieńko: – Przed kilkoma laty nad polskim morzem byłem świadkiem takiej sytuacji, kiedy rodzice, którzy przyjechali w odwiedziny do córki przebywającej na kolonii, zdecydowali się pozwolić jej w wodzie na dużo więcej, niż było to dozwolone w trakcie zorganizowanego wypoczynku. Mimo że umiała pływać, zaczęła się topić. Oczywiście ojciec ruszył jej na ratunek. Córkę uratował, ale jego woda zabrała. Dlatego tak często, jak to jest możliwe, apelujemy o odpowiedzialność. Tej zdecydowanie nam brakuje. Kolejna sprawa to alkohol. Wczasy nad morzem bez czteropaka na plaży nie wchodzą u nas w grę, a ratownicy nie mają skutecznych narzędzi, by wyprosić z wody osobę będącą pod wpływem alkoholu, choć jak najbardziej interweniujemy w takich sytuacjach. Niekiedy konieczne bywa wezwanie policji. Szwankuje też przestrzeganie zasad obowiązujących podczas wypoczynku nad wodą. A te są proste: nie wchodzimy do wody po jedzeniu, po alkoholu i rozgrzani słońcem, ale też nie skaczemy do wody, bo trzeba pamiętać, że skoki wykonujemy tylko na basenie sportowym.

Reklama

 M. Karwowski: – Niestety w czasie wakacyjnych wypadów nad wodę często przyświeca nam zasada „hulaj duszo, piekła nie ma”. Co prawda nasz zapał ostudza nieco widok ratownika, ale młodzi zwykle czekają tylko do momentu, aż zniknie z plaży, żeby oddać się niekontrolowanemu szaleństwu w wodzie, co oczywiście sprzyja ryzyku utonięcia. Takie sytuacje niestety mają miejsce.

 W wodzie potrafi zgubić nas złudne poczucie bezpieczeństwa, jakie daje dmuchany materac czy bojka, którą niektórzy zabierają, wypływając na głębiny...

Reklama

 P. Sieńko: – Przede wszystkim pamiętajmy, że nie jest to sprzęt, który chroni przed utonięciem. Ze zwykłego dmuchanego rękawka może nagle zejść powietrze i dziecko może mieć kłopoty z utrzymaniem się na wodzie. Miałem okazję ratować malucha z takiej opresji. Z materaca, którym wypłyniemy nagrzani na głęboką wodę, możemy się z łatwością zsunąć. Jeśli nie umiemy pływać, o tragedię nietrudno. A bojka nie daje żadnej gwarancji wyratowania z opresji. Co najwyżej pomoże służbom w lokalizacji topielca. Jeżeli ktoś chce pływać na odkrytych, głębokich wodach, oprócz bojki, powinien zadbać o zabezpieczenie w postaci kajaku, łódki czy rowerka wodnego, z którego ktoś będzie go asekurował.

 Jak powinniśmy się zachowywać, gdy poczujemy nagle, że toniemy? Że tracimy kontrolę nad sytuacją?

Reklama

M. Karwowski: – Podstawowa sprawa to nie wpadać w panikę. Próbujemy zachować trzeźwy umysł i odwrócić się na plecy, a następnie dopłynąć czy dryfować do brzegu.

P. Sieńko: – Powinniśmy też jak najszybciej dać otoczeniu sygnał, że coś jest nie tak. Z tym że jeśli mamy do czynienia z nagłym tonięciem, najczęściej jest to niemożliwe, bo panicznie walcząc o oddech i zanurzając się pod wodą, nie mamy już na to siły. Dlatego mówi się, że toniemy po cichu. W takim przypadku może nam pomóc jedynie ratownik, który obserwuje wodę i jest w stanie dostrzec, że dana osoba tonie. Pozostali kąpiący się w pobliżu mogą w ogóle tego nie zauważyć.

Reklama

M. Karwowski: – Podczas procesu tonięcia wyłączają się powoli poszczególne układy w organizmie, dlatego nie można wydobyć z siebie głosu czy nawet podnieść rąk do góry.

 Co może zrobić przeciętny Kowalski, widząc w wodzie osobę potrzebującą pomocy?

P. Sieńko: Jeśli decydujemy się ruszyć na ratunek, powinniśmy bezwzględnie zabrać ze sobą jakąś asekurację w postaci: ręcznika, kija,  koszulki czy pustej butelki, by nie mieć bezpośredniego kontaktu z osobą, która tonie, bo, ratując się i łapiąc się nas, wciągnie nas pod wodę.

Reklama

M. Karwowski: – Dobrze byłoby też, by uruchomiła się w nas taka grupowa odpowiedzialność. W momencie, kiedy zauważymy, że ktoś ma kłopoty w wodzie, możemy próbować szybko stworzyć łańcuch, łapiąc się za ręce, by osoba, która będzie najbliżej topiącego się, mogła pomóc mu wyjść z opresji.

Dziękuję za rozmowę i życzę spokojnego sezonu.

Urszula Gielo
ug
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama